Kanał Novauto.pl
 

Cywilizacja nas unieruchomiła

Cywilizacja nas unieruchomiła

Panie Doktorze, czy za sto lat, kiedy prawie wszystko da się załatwić przez kliknięcie myszką lub naciśnięcie guzika, warto będzie jeszcze ćwiczyć?

» Ewolucja gatunku ludzkiego na pewno nie pójdzie tak daleko, by komfortem stal się bezruch. Aktywność fizyczna leży w naturze człowieka od początku jego istnienia. Kiedyś ta aktywność wiązała się z polowaniem i gonitwą za zwierzyną, później z wyczerpującą pracą na roli. Były to formy życia sprzyjające funkcjom organizmu, który na pewno nie został zaprogramowany do nieustającego relaksu.

Ale postęp techniczny sprawia, że ludzie ruszają się coraz mniej…

» I coraz częściej chorują. Jeżeli ktoś postanowi nic nie robić, musi mieć na uwadze konsekwencje takiego postanowienia. Choroby nie biorą się z powietrza, ale w znacznej mierze z braku odpowiedniej aktywności fizycznej. Gdy zdrowego człowieka położymy na tydzień do łóżka i każemy mu leżeć, to w krótkim czasie dojdzie do obniżenia wydolności aparatu oddechowego, układu krążenia i serce, a także do odwapnienia szkieletu. Bezczynność ruchowa prowadzi do stopniowego unieczyniania pewnych niezbędnych procesów życiowych w organizmie.

Czy tak zwany nocny katabolizm ma coś wspólnego z tą teorią?

» Śpimy w bezruchu i budzimy się z pewną stratą masy mięśniowej, mimo że nasz sen trwa stosunkowo krótko. To mówi samo za siebie. Ale najlepszym przykładem, ilustrującym straty wynikające z bezruchu jest „bezczynność kosmiczna”. Ponieważ w przestrzeni kosmicznej nie istnieje grawitacja, więc kosmonauci skazani są z konieczności na bezczynność ruchową. Po dłuższym pobycie na orbicie, ludzie ci mają zwykle kłopoty zdrowotne.

A mimo wszystko jakoś nie widać, żeby ludzie garnęli się do sportu…

» Bo brakuje zachęty ze strony państwa, które powinno organizować ludziom działalność prozdrowotną zamiast nastawiać się na leczenie tych wszystkich, którzy się nie ruszają. Przecież kultura fizyczna i sport masowy potrzebne są do tego, aby uzupełnić pewien niedobór ruchu wytworzony przez „ułatwiającą życie” cywilizację. Na przestrzeni wieków człowiek cały czas ewoluował jako jednostka aktywna. Oznacza to, że wiele mechanizmów fizjologicznych napędzanych jest aktywnością fizyczną. Jeżeli ktoś po drodze zaparkował w fotelu przed telewizorem, to naraża się na rozregulowanie tych mechanizmów, co z kolei grozi dużo większym ryzykiem zapadnięcia na szereg chorób.

Jednak na czwarte piętro wygodniej jest wjechać niż wejść!

» Jeżeli ktoś narzeka, że musi wejść po schodach na piętro albo przebiec się kawałek po plaży, to z góry skazuje się na gorsze życie. Pozornie wygodniejsze, ale w rzeczywistości gorsze, bo jego narządy mają pokonywać przeszkody, a nie czekać aż ktoś nagnie gałąź, aby łatwiej było sięgnąć po owoc.

Mimo wszystko znam wiele osób, które zwyczajnie nie lubią sportu.

» Czy człowiek lubi sport, czy nie – to nie ma związku z tym, czego potrzebuje jego organizm. To oczywiste, że każdy lub prawie każdy woli, żeby ktoś zrobił coś za niego. Niestety, natura ma wymagania: nie ruszasz się – krócej żyjesz. Rola fizjologiczna sportu sprowadza się właśnie do poprawy jakości życia, i do jego wydłużenia.

Jak więc namówić ludzi do tego, aby ruszali się w imię poprawy jakości życia?

» Tym powinno zajmować się państwo. Tymczasem w organizacji sportu państwo popełnia błąd. Sponsoruje wyczynowców zamiast zadbać o upowszechnienie sportu masowego. Przecież logika podpowiada, że to ze sportu masowego wyłoni się mistrz, natomiast ze sportu wyczynowego nigdy nie wyłoni się sport masowy. Uważam za nieporozumienie tę ostatnią narodową euforię z okazji przyznania Polsce [i Ukrainie] organizacji mistrzostw Europy w piłce nożnej. Wszystkie media piały z zachwytu jak gdyby Polska wygrała główny los na loterii. A tak naprawdę wygrała tylko trzy nowe stadiony, na których będą grali wyczynowcy, podczas gdy cały kraj zasiądzie nieruchomo przed telewizorami. Czy jest to dobry sposób na polepszenie zdrowia narodu? Gdyby te same pieniądze wydać na 300 mniejszych stadionów i gdyby udało się zaprowadzić tam „nieruchome” społeczeństwo, wtedy Polska wygrałaby przynajmniej zdrowie swoich obywateli.

U nas zawsze liczyło się narodowe zadęcie…

» Nie zawsze. Przed transformacją ustrojową działały w całym kraju ośrodki TKKF, gdzie młodzież mogła uprawiać sport bezpłatnie. Na warszawskim stadionie „Skry” organizowano „Czwartki lekkoatletyczne”, na które przyjeżdżała młodzież z całego kraju, aby się sprawdzić. Przy każdej okazji robiono festyny sportowe dla niezrzeszonych amatorów. Sport był tani i dostępny, a byli też tacy ludzie jak sprawozdawca sportowy Tomasz Hopfer, który za pomocą telewizji organizował niedzielne mitingi biegowe dla wszystkich chętnych. Co z tego pozostało?

Powiedzmy… Małyszomania.

» Racja, ale Małyszomania polega na biernym uczestnictwie w sporcie, bo ilu chłopaków pobiegnie na skocznię, żeby naśladować mistrza? To nie jest sport masowy. Kto wybuduje tysiąc skoczni na terenie kraju? A na przykład tysiąc boisk lekkoatletycznych w centrum miast albo boisk do gier owszem, tylko że trzeba to robić z głową. Propagatorzy wyczynu opowiadali na lewo i prawo, że po zdobyciu wicemistrzostwa świata przez siatkarzy, w kraju zaroi się od boisk dla osób chętnych do gry. Co z tego wyszło? Gdzie te boiska? Gdzie są ci nowi gracze? Jak było, tak nadal jest, bo państwo nie udostępnia ludziom warunków do uprawiania sportu na skalę masową. Woli udostępniać pigułki na leczenie chorób związanych z bezruchem.

Mówi się, że wyczynowcy podnoszą prestiż kraju za granicą. Może więc Polska głodna jest tego prestiżu jak nigdy dotąd?

» Ale to jest stawianie piramidy czubkiem do dołu. Sport wyczynowy jest przede wszystkim dobrze płatnym zawodem, na którym zarabiają kluby, zawodnicy, media oraz fabryki produkujące gadżety. Przeciętny obywatel nic z tego nie ma, bo jego nikt za darmo nie wpuści na luksusowy obiekt sportowy. Tymczasem do sportu masowego pieniądze same nie przyjdą, przyjdą do wyczynu. I dlatego tę lukę powinno wypełnić państwo. Niech państwo wydaje pieniądze na oświatę, zdrowie i infrastrukturę – drogi czy lotniska, a reszta załatwi się sama. Gdyby minister sportu wydał tę kasę, którą wydaje na wyczyn – na masówkę, każda dyscyplina poszłaby do góry, bo wyczyn rodzi się, jak już mówiłem wcześniej, ze sportu masowego. Po co wydawać pieniądze na wyczyn? Państwo nie jest biznesmenem, nie może nastawiać się na dyskusyjną korzyść, ma dbać o zdrowie swoich obywateli.

Może teraz w ministerstwie sportu zapanowało przekonanie, że w kraju, który stał się demokratyczny, nie można narzucać ludziom gotowych przepisów na życie?

» Tych przepisów, sensownych i bezsensownych, narzuca się tyle, że trudno je zapamiętać, a mimo wszystko zabrakło przepisów na zdrowie. W rezultacie ludzie, ogłupiani przez telewizyjną reklamę, kupują różne „cudowne przyrządy”, poćwiczą na nich raz lub dwa i odstawiają w kąt, bo okazuje się, że nie o to chodzi. Rzecz w tym, że każdy inteligentny człowiek powinien znaleźć dla siebie takie urządzenie lub taką dyscyplinę, która go ruszy z miejsca. Do rozruchu nie potrzeba luksusów. Śmieszą mnie te wszystkie bajery, którymi wypełnione są nowe fitness-kluby. A przecież tak naprawdę poza sztangą i zestawem sztangielek nie ma lepszych rzeczy do ćwiczeń.

Niektórzy twierdzą, że „lepszy” może być tylko doping...

» I w tym kryje się kolejna pułapka, którą każdy zastawia sam na siebie. W sporcie masowym nie istnieje zagrożenie dopingiem, bo każdy stara się pokonać przede wszystkim siebie samego, a przynajmniej własną słabość. Natomiast sport wyczynowy jest przepełniony dopingiem, bo tam w grę wchodzą coraz większe pieniądze, a także coraz większa wartość medialna uzyskanego wyniku.

A jednak coraz częściej słyszy się o skutecznych kontrolach antydopingowych. To właśnie na skutek jednej z takich kontroli zawieszono na dwa lata reprezentacje Rosji i Ukrainy w trójboju siłowym.

Czyż nie jest to godne uwagi?

» Nie mam takiej pewności. Zawodnik, który chce wziąć koks, weźmie go na przekór wszystkim, bo myśli, że mu to ujdzie na sucho. Kara nie ma znaczenia. Czy złodziej w trakcie kradzieży martwi się, że dla takich jak on karę podwyższono z trzech lat na pięć? To dla niego abstrakcja. On myśli tylko o tym, że go nie złapią, a wszystko inne nie ma znaczenia. I rzeczywiście tak jest, że jednego złodzieja łapią, a drugiego nie.

Myśli Pan, że w trakcie kontroli antydopingowych zawsze będzie można liczyć na szczęście?

» W grę wchodzi nawet nie kwestia szczęścia, ale kwestia „siły rażenia” laboratorium, w którym to i owo wyprodukowano. Bo w praktyce wygląda to tak, że na twoje laboratorium ja przeciwstawiam ci moje laboratorium i zobaczymy, które wygra. Czym różni się ów pechowy sprinter kanadyjski Ben Johnson od swojego rywala Carla Lewisa ? Tylko tym, że Benowi odebrano wszystkie zaszczyty, a tamtemu nie, mimo że obydwaj jednakowo koksowali. Jest to rezultat hipokryzji, jaka panuje w sporcie wyczynowym.

Co w takim razie powinno się robić, żeby każdy wyszedł na swoje?

» Skończyć z hipokryzją! Przyjąć wreszcie do wiadomości, że ci wszyscy, którzy koksują, palą i piją na umór to gladiatorzy współczesności, którzy ryzykują życiem i zawsze będą to robić, bo tak chcą. Umierają, bo śmierć wliczona jest w koszty ryzyka.

Nie ma na to rady?

» Nie ma, nie było i nie będzie. Jeżeli człowiek bardzo chce coś zrobić, to na pewno zrobi i żadna siła nie przeszkodzi mu w tym zamiarze. Najlepszym przykładem będzie tu działalność Kościoła, który od dwóch tysięcy lat bezskutecznie walczy z seksem „nie takim, jakiego by sobie życzył”, z aborcją czy z innymi „zakazanymi” praktykami. A przecież był czas, że Kościół miał ogromną władzę i bezkonkurencyjny aparat represji. Co z tego wyszło? Nic. Dlaczego nie udało się zabronić palenia profesorowi Re-lidze, który teraz leczy raka na koszt podatników? Nie udało się, bo nie mogło się udać. Tak samo jest z dopingiem.

Więc lepiej zalegalizować?

» Jeżeli nawet nie „lepiej”, to na pewno normalniej. Gdy zawodnik weźmie doping bez kontroli lekarskiej, to na wszelki wypadek weźmie dwa razy tyle ile potrzeba, bo obawia się, że ta mniejsza dawka nie zadziała. Umrze, ale weźmie to, co sobie zaplanował. Czy w związku z tym nie lepiej byłoby zalegalizować to, czego nigdy nie uda się zwalczyć? Przynajmniej nikt by nie umarł od przedawkowania. A jedyna rzecz, która ma sens w tej materii to uświadomienie zawodnikowi, czym „to” grozi.

Obawiam się, że nasza rozmowa toczy się cały czas w sferze abstrakcji, bo dotykamy tematów tabu.

» Na szczęście im częściej dotyka się tabu, tym większa jest szansa na odmitologizowanie tematu. Nie wykluczam, że kiedyś to się uda.

Facebook Comments

Artykuły użytkownika

Najnowsze

Najczęściej komentowane

Facebook Comments